Projekt Miasto to niegdyś zapis działań prowadzonych w ramach warsztatów etnograficznych, jakie prowadziłam w IEiAK UAM. Obecnie kontynuuję go sama. To dokumentowanie, etnograficzno-wizualne zajawki. Repozytorium do wzięcia i wykorzystania. Agata Stanisz - adiunkt w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM
Creative Commons License

Blog > Komentarze do wpisu
Sztuka publiczna http://www.socjomat.pl

Czym jest sztuka publiczna?

Sztuką wychodząca poza instytucje, często kwestionującą terminy estetyczne związane z pojmowaniem autorstwa, odbioru, statusu ontycznego. Sztuką występująca w miejscach publicznych, wpisującą się na przykład w ikonografię miasta. Sztuką tworzącą przestrzeń publiczną. Gentryfikującą, gettoizujacą, podtrzymującą agorę. Pozwolę sobie w jej ramy włączyć także sztukę internetu - net art.

"Stara" i "nowa" sztuka publiczna

Termin "sztuka publiczna" pojawił się w latach sześćdziesiątych dla określenia praktyk artystycznych wychodzących poza instytucje w rodzaju muzeów czy galerii. Sztuka była odzwierciedleniem wolności i indywidualizmu artystycznego. Jej cele były jasno i wyraźnie określone: "(...) miała humanizować miejskie środowisko, symbolicznie ożywiać i wizualnie kształtować przestrzeń urbanistyczną" [1]. Jako że często były to prace w konwencji rzeźby parkowej czy ogrodowej, Suzanne Lacy twierdzi, iż znacznie lepszą nazwą dla prac zaliczanych do tego etapu/nurtu sztuki publicznej byłaby "sztuka w miejscach publicznych" (art in public spaces) [2]. Artyści tworzący w tym nurcie często zapominali, jak ważne - po przeniesieniu się z galerii czy muzeum do miejsc publicznych - stało się docenianie oczekiwań odbiorcy i potencjału interakcyjnego przestrzeni otwartej, która teraz stała się kontekstem danego dzieła. Grzegorz Dziamski podaje znamienny przykład dzieła "Titled Arch" Richarda Sierry, czyli ogromnej, lekko przechylonej metalowej ściany zainstalowanej w 1981 roku na Federal Plaza w Nowym Jorku. Rzeźba przedzielająca plac, wywołała silny sprzeciw mieszkańców. Na tyle silny, iż władze Nowego Jorku w roku 1989 zdecydowały się rzeźbę usunąć.

"Nowa sztuka publiczna" (termin stworzony przez Suzanne Lacy) starała się nie popełniać już błędów zaniedbania odbiorcy dzieła czy przestrzeni jego prezentacji. Starała się wchodzić w dialog zarówno z podmiotem odbioru, jak i z przestrzeniami prezentacji. Poza tym przewartościowała pojęcia estetyczne: "Jeżeli dawna sztuka publiczna [sztuka w miejscach publicznych] w zasadzie w niczym nie podważała galeryjnych i muzealnych konwencji, a jedynie je rozszerzała i przenosiła na pozagaleryjne i pozamuzealne przestrzenie, to nowa sztuka publiczna dążyła do przeformułowania wszystkich elementów sytuacji artystycznej - koncepcji artysty, dzieła sztuki, sposobu prezentacji dzieła, przypisanych mu wartości i kryteriów oceny" [3].

Wyjście poza przestrzenie galeryjne czy muzealne oznacza dla sztuki, a przede wszystkim artysty, ogromne wyzwanie. Zgodnie z definicją instytucjonalną, to instytucje nadają przedmiotom, wydarzeniom czy czynnościom - status sztuki. Umieszczają je także w bezpiecznym kontekście. Tymczasem sztuka publiczna, wpisująca się chociażby w ikonografię miasta, jest nieustannie zagrożona. Przede wszystkim naraża się ona na niezauważenie. Trzeba być naprawdę wnikliwym Spacerującym wśród przestrzeni miejskich, by zauważyć fragmenty tego typu sztuki. Przykładem mogą być niektóre przejawy aktywności artystycznej w ramach Galerii Zewnętrznej AMS [4], zapoczątkowanej w 1998 roku pracą "Złe życia (s)kończą się śmiercią" Pawła Susida. Prace były prezentowane na billboardach, przez co wpisywały się w ikonografię reklamy. Billboardy na chwilę stawały się medium twórczości polskich artystów. Na przykład praca Jadwigi Sawickiej "Nawracanie oswajanie tresowanie" czy Stanisława Drożdża "Lub" traktowane były jako zapowiedzi reklam.

Galeria Zewnętrzna AMS spełniła właściwie kilka równoległych, pozornie wykluczających się funkcji. Z jednej strony dała możliwość wypowiedzi polskim, młodym artystom, wówczas jeszcze dość mało znanym (Bujnowski, Jabłońska). W pewnym sensie "oswajała" też odbiorcę ze sztuką współczesną, a także popularyzowała ją. Według mnie, najlepszym projektem zrealizowanym w ramach tej galerii był plakat "Politycy są zbędni" grupy CUKT (Centralny Urząd Kultury Technicznej). Pojawił się jako jeden z elementów kampanii (była to dość zażarta walka o fotel prezydencki toczona zwłaszcza między Marianem Krzaklewskim a Aleksandrem Kwaśniewskim). Absurdalne były zestawienia billboardów z przedstawieniami uśmiechniętego kandydata Mariana Krzaklewskiego ze sloganem "Krzak TAK" obok wirtualnej cyberkandydatki na prezydenta 2000, Wiktorii Cukt ze sloganem "Politycy są zbędni". Zgadzam się z interpretacją socjologa Marka Krajewskiego, który pisał: "Pomimo całej swojej ironiczności i wysokiej dawki humoru praca ta była gorzka, bo dawała do zrozumienia, że ta przegrana kandydatka (nie można było jej zarejestrować, bo nie posiadała dowodu osobistego) była jedyną wśród ubiegających się o fotel prezydencki, która reprezentowała wyborców (jej program napisali bowiem oni sami) i jedyną, która była kobietą. Pomysł stworzenia wirtualnego polityka sam w sobie zabawny, opierał się więc na smutnej konstatacji, że ci z krwi i kości przestali działać w naszym imieniu (jeśli kiedykolwiek działali), że dużo lepiej ich role wypełniałaby maszyna" [5]. Z drugiej strony Galeria ta, pomimo iż posiadała status non profit była narzędziem komercyjnym "w rękach" firmy AMS. Patrząc na funkcje spełniane przez Galerię z jeszcze innej perspektywy, można by uznać, iż artyści posługując się częściowo językiem i formą reklamy, dokonali jej dekonstrukcji.

CUKT - Centralny Urząd Kultury Technicznej.
Politycy są zbędni

Sztuka publiczna jest narażona także na niezrozumienie. Szczególna misja artysty polega w tym wypadku na nawiązaniu dialogu z odbiorcą. Artysta musi wziąć pod uwagę oczekiwania odbiorcy, a także potencjał interakcyjny przestrzeni, w której dzieło swe umieszcza. Wszystko po to, by na etapie odbioru/interakcji z odbiorcą zamiast pogłębionej interpretacji czy dyskusji wywołanej pracą nie usłyszeć: "Daj spokój, to tylko sztuka" [6]. Anna Maria Potocka, twierdzi, iż przestrzeń publiczną, którą mogą stanowić zarówno uniwersytet, jak i ścieżka górska, plaża, jak i szpital, łączy funkcjonalność (każda z tych przestrzeni spełnia jakieś funkcje formalne bądź nie) i pozorna otwartość na idee. Stanowi ona dla artysty nieprzebrane źródło inspiracji, bodźców, elementów warsztatowych, wreszcie potencjału odbiorczego lub interakcyjnego. Co ciekawe, odbiorca sztuki w przestrzeni publicznej nie jest przygotowany na nią. Używając stwierdzenia Potockiej, jest on "niewinny", a artysta nie powinien od niego niczego wymagać. Zupełnie inaczej niż w galerii czy muzeum, kiedy to odbiór poprzedza odpowiednie nastawienie czy wręcz merytoryczne przygotowanie. Może to rodzić pewne realne niebezpieczeństwa dla sztuki. Dnia 16.11.2005 odbył się wernisaż instalacji "Ogródek Jordanowski" Macieja Kuraka na skrzyżowaniu ulic Konopnickiej i Mickiewicza w Białymstoku. Maciej Kurak wybrał przestrzeń dość specyficzną dla swojej instalacji - miejsce spotkań towarzyskich miejscowych pijaczków. Ogródek Jordanowski nie cieszy się dobrą sławą, czemu sprzyja brak świateł latarnianych. Z relacji wiadomo mi (niestety nie mogłam być bezpośrednią odbiorczynią wystawy - nie uczestniczyłam w wernisażu), iż instalacja przypominała scenografie horroru - skrzypiące rytmicznie huśtawki w scenerii Ogródka Jordanowskiego o zmroku musiały robić wrażenie. Niestety osobom, które nie pojawiły się na wernisażu, potem nie dane było zobaczyć prezentacji Kuraka. Wystawa, zgodnie z planem, miała trwać w dniach 16.11.2005 - 11.12.2005. Jednak instalacja bardzo szybko zniknęła z rogu ulic Konopnickiej i Mickiewicza. Sprawka władz miasta? Nie. Wynik obrażenia czyichś uczuć religijnych? Tym razem także nie. Kradzież dokonana przez kolekcjonera sztuki? Raczej niemożliwe w przypadku sztuki publicznej. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostaje więc kradzież dokonana przez stałych bywalców Ogródka w celu "upłynnienia" tego fragmentu sztuki publicznej. Trudno powiedzieć, co zrobili złodzieje z instalacją. Może znalazła się ona na którymś z okolicznych skupów złomu?

Grzegorz Dziamski traktuje sztukę publiczną (przejście od "starej" do "nowej") jako swego rodzaju continuum, przebiegające od estetyki do polityki [7]. Należy pamiętać, że rozumie on pojęcie przestrzeni publicznej zgodnie z definicjami Suzanne Lacy. Autorka ta utożsamiała ją zaś ze sferą debaty publicznej, w której poruszane są ważne tematy, a prawo ich poruszania ma (a przynajmniej powinien mieć) każdy. Wymogiem "nowej" sztuki publicznej nie musi więc być występowanie w otwartej, publicznej przestrzeni, ale obecność w sferze publicznej: "Nowa sztuka publiczna to sztuka, która wprowadza do publicznej debaty nieobecne w niej wcześniej głosy, poglądy, problemy, stąd taki nacisk na prace o wymowie feministycznej czy etnicznej; nie jest ważne, czy prace te prezentowane są w otwartych przestrzeniach czy w galeryjnych lub muzealnych salach, ważne jest to, czy podejmowane przez nie tematy staną się przedmiotem publicznej debaty, staną się przedmiotem zainteresowania mediów, bo to one kreują dzisiaj przestrzeń publiczną" [8].

"Nowa" sztuka publiczna stoi na straży dialogu publicznego, publicznej debaty, gdzie każdy (rządzący i rządzeni) ma prawo wypowiedzi. Sztuka ta niekoniecznie ma w planach cele estetyczne - forma jest tylko nośnikiem, a nie celem w samym sobie. Przesuwa się w kierunku swego rodzaju polityki - polityki swobodnego mówienia/krzyczenia.

wtorek, 18 marca 2008, antropologia_miasta